Krakowski smok pożera rywali. Czy Wisła Kraków awansuje do PKO BP Ekstraklasy?


Udany początek sezonu w wykonaniu Wisły Kraków rozpalił w sercach kibiców marzenie o awansie. Jednak czy wystarczy tego żaru zawodnikom, żeby dowieźć wyniki do końca nawet mimo mroźnych i trudnych warunków ligowych?

5 lutego 2026 Krakowski smok pożera rywali. Czy Wisła Kraków awansuje do PKO BP Ekstraklasy?
Krzysztof Porębski / PressFocus

Nadchodzi decydująca faza sezonu, w której to Wisła Kraków będzie musiała pokazać, że uczy się na własnych błędach. W ostatnich latach to właśnie runda wiosenna często decydowała o tym, kto ostatecznie w nowych rozgrywkach wybiegnie na boiska PKO BP Ekstraklasy. Kibice już ze zniecierpliwieniem czekają na powrót ich ulubieńców do najwyższej klasy rozgrywkowej. Biorąc pod uwagę styl, liczbę goli oraz przewagę punktową, Wisła Kraków pozostaje głównym kandydatem do walki o bezpośredni awans. Jednak póki piłka w grze, nic nie jest jeszcze przesądzone.


Udostępnij na Udostępnij na

Do czterech razy sztuka

Wszyscy w otoczeniu krakowskiego klubu z utęsknieniem czekają na powrót Wisły do rozgrywek PKO BP Ekstraklasy. Mówi się, że im dłużej pozostaniesz w 1. lidze, tym trudniej będzie ci awansować do wyższej klasy rozgrywkowej. Wisła Kraków rozpoczęła swój czwarty sezon w tych rozgrywkach i jak się okazuje, w tym roku jest najbliżej osiągnięcia upragnionego celu. Nikt nie spodziewał się, że w tak zdecydowany sposób rozpocznie rozgrywki oraz zapewni sobie fotel lidera już od pierwszej kolejki. Do tej pory największym problemem „Białej Gwiazdy” była utrata zapału i skuteczności wraz z rozwojem rozgrywek.

Każdego roku gdy kibicom wydawało się, że to będzie ten rok, kiedy klub awansuje, Wisła Kraków nagle zaczynała przegrywać i walczyła o miejsce w barażach. Niezagwarantowanie sobie jednego z dwóch miejsc z bezpośrednim awansem zmuszało klub do walki w zawsze nieprzewidywalnych play-offach, gdzie na ostatniej prostej często się wszystko wysypywało.

Chaos wokół klubu oraz rosnąca w siłę konkurencja nie pomagały w skupieniu się na najważniejszym, czyli awansie. Jak się jednak wydaje, wszystkim dobrze znany strażak od ugaszania pożarów posprzątał i przywrócił ducha zespołu. Wraz z przyjściem trenera Jopa Wisła Kraków zaczęła czerpać energię z młodych, ambitnych piłkarzy oraz stosować ofensywny system, który sprawdza się w Krakowie. Została też ustabilizowana sytuacja w gabinetach, a nowy trener cieszący się zaufaniem Jarosława Królewskiego zaczął budować drużynę na awans.

Huśtawka nastrojów

W trakcie swojego obozu przygotowawczego w Turcji Wisła Kraków skupiła się przede wszystkim na podtrzymaniu schematów, które do tej pory funkcjonowały. Jednak jak już się dało zauważyć pod koniec rundy jesiennej, rywale powoli zaczęli uczyć się stylu gry „Białej Gwiazdy”. Dlatego zespół musi ponownie spróbować wymyślić koło na nowo i uderzyć rywala z miejsca, którego się najmniej spodziewa.

Sparingi przeprowadzone przez zespół trenera Jopa z jednej strony napawają optymizmem na podtrzymanie dobrej gry, ale z drugiej budzą niepokój. Wisła wychodzi z okresu przygotowawczego jako zespół bardzo silny kondycyjnie, ale z ranami po Turcji. Spotkania z Mladostatem, Septemwri Sofia i Kołosem Kowaliwka szczególnie pokazały bezzębność Wisły Kraków pod nieobecność Rodado. Mimo kreowania dużej liczby szans klub z Krakowa nie potrafił dostać się poza zasieki ustawione przez rywala.

Mlada Boleslav, zespół z dolnej tabeli czeskiej ekstraklasy, dołożył także swoje trzy grosze, żeby można nazwać sparingi dość niefortunnymi. Klub z Czech skutecznie obnażył wszystkie braki kadrowe w linii obronnej, na jakie cierpi zespół trenera Jopa. Wisła Kraków dała przeciwnikowi zdecydowanie za dużo przestrzeni, co przy braku skuteczności doprowadziło do wyniku 1:4. Ostatecznie światełkiem w tunelu okazało się ostatnie starcie ze Stalą Mielec, w którym to „Biała Gwiazda” nie pozostawiła nic przypadkowi i wygrała pewnie 5:0. Swoje debiutanckie trafienie zanotował nowy hiszpański napastnik Jordi Sanchez, który ma stać się towarzyszem, ale też wytchnieniem dla Rodado. Prognozy są obiecujące, jednak Wisła Kraków musi skupić się teraz na dużo trudniejszym zadaniu niż atak. Zawsze trudniej obronić to, co się zyskało, niż wyszarpać coś rywalowi.

Chłodna kalkulacja

Klub nie stracił nikogo istotnego, co już można uznać za pewien sukces. Jarosław Królewski ze spokojem podszedł do wzmocnień. Nie szastał na lewo i prawo pieniędzmi, tylko racjonalnie wzmocnił najbardziej palącą pozycję w zespole trenera Jopa. Pozyskanie Jordiego Sancheza, który ma przeszłość już w Widzewie Łódź i zna realia polskiej piłki, wydaje się dość przemyślanym ruchem. Hiszpański napastnik ma odciążyć Rodado, ale jednocześnie zagwarantować kilka goli. Świetnie wprowadził się w trakcie przerwy i mimo swojego wieku wydaje się ciekawą opcją dla trenera. Gwarantuje centymetry oraz zupełnie inny profil piłkarski niż ten, do którego przyzwyczaił Rodado.

Wisła Kraków bacznie przyglądała się także rynkowi zbytu dla swoich piłkarzy. Sukiennicki oraz Staszak udali się na wypożyczenia, które mają przynieść piłkarzom rozwój. Klub natomiast liczy, że młodzi zawodnicy zyskają minuty oraz potrzebne ogranie. Sukiennicki to chłopak, który ma papiery na granie, ale w środku pola Wisły zrobił się niesamowity ścisk i o minuty byłoby trudno.

Nie powinno też umknąć, że do ligowego rywala pod skrzydła Łukasza Piszczka dołączył Igor Łasicki. Wraz z tym odejściem nastąpił koniec pewnego etapu przy ul. Reymonta. Łasicki był kapitanem, który nie opuścił statku w najgorszych momentach. Jednak jako czwarty stoper był luksusem, na który Wisła nie może sobie pozwolić.

Czas rozliczeń

Wraz z nadejściem rundy wiosennej nadchodzi decydujący moment walki o awans. Zwykle w tym okresie Wisła Kraków napotykała wiele problemów. jednak jak się wydaje, ten sezon jest inny. Dziewięć punktów przewagi nad wiceliderem to gigantyczny komfort psychiczny. Wisła nie musi się spieszyć, to rywale muszą ryzykować. Trener Jop przestał być opcją tymczasową, a stał się architektem sukcesu. Pozostanie Rodado i dokooptowanie do niego Jordiego Sancheza daje Wiśle siłę ognia, której nie powstydziłaby się górna połowa PKO BP Ekstraklasy. Jednak nie należy popadać w samozachwyt, bo choćby kontuzja Bozicia może okazać się na tyle kłopotliwa, że rywale wychwycą ten słaby punkt i będą chcieli to wykorzystać. Wisła Kraków musi pozostać uważna do samego końca, bo skuszona ignorancją, może obudzić się, kiedy będzie już za późno.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze